Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


knéj Włoszki: usta, pierś, rączkę i wszystkie roskosze, których udzielić mogła, oddałbym najchętniéj. Ten głos opętał mię; słyszałem go wszędzie; dręczył mię, stał mi w uszach, śnił mi się nocy całe — nie mogłem wytrzymać, i biédnemu, ubogiemu starcowi wyrwałem ostatni jego, ostatni skarb, jedyną pociechę — uwiozłem Rosę.
Myślicież, żem był szczęśliwy, odebrawszy szczęście drugiemu? sam go użyć nie mogłem! Rosa chciała roskoszy we mnie i uciekła od starego męża — dla roskoszy, ja szukałem w niéj tylko głosu, tego niebieskiego głosu, który ją wyższą czynił nad pospolite kobiéty; ona chciała, bym się z nią pieścił bez ustanku, ja, by mi