Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

rzyszem syna pańskiego, ale nie jego synem; przynajmniej moja matka o tém mi nigdy nie wspominała.
— Ach! przepraszam, wybąknął podróżny, postępując omackiem ku Ryszardowi — Mój synu! wykrzyknął potém, czyliż mię niepoznajesz?
— Nic nie widzę, bo tu ciemno jak w piekle, panie ojcze — odpowiedział Ryszard.
— Zapal bo proszę świecę! rzekł ostygły trochę z pierwszego zapału podróżny — radbym prędzej syna mego obaczyć — Ale, chłopcze, jakże się tam ma twoja matka?