Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Ryszard, myśląc zapewne o zębatych kołach i przestrzeniach eteru, nic nie odpowiedział. Mniemany ojciec powtórzył pytanie, na które toż samo odpowiedziało milczenie, a metr zażywając tabaki z cicha dodał.
— Pan Ryszard dziś podobno.
— Co? zapytał podróżny.
— Podobno dziś ma paroksyzm.
— Aboż zachorował kto? Jaki Ryszard?
— Syn pański.
— Czyż jemu imie Ryszard? zapytał znowu ojciec powoli, zdaje się