Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Więc Pan będzie musiał się ztąd wynieść, bo ja z jego przyczyny nie chcę tracić tego, cobym mógł zarobić uczciwie z przybyłego.
— Rób do licha, jak sam chcesz — ale mu wcześnie zapowiedz, żeby tu nie hałasował.
— Dobrze, dobrze — odpowiedział gospodarz, znać z miny, że to człowiek spokojny.
Pan Talarko oczekując zapowiedzianego sąsiada, oparł się o stół, nadął policzki, zwolna perukę pogładził, obejrzał się i odchrząknął.
Ciężkie stąpanie trzech osób i