Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

datkach i uwagach ze trzy karty zająć. Turkot zajeżdżającego pojazdu i odgłos trąbki, przerwały te jednostajność, a w chwil kilka przybył gospodarz zasapany — oświadczając podróżnemu, iż z nim razem będzie musiał postawić przybyłego młodego człowieka; bo drugiej wolnej izdebki nie ma w całym domu.
— Nie pozwalam, krzyknął Pan Talarko, Bóg wie jakiego urwisa na kark sobie sadzić — Czém on przyjechał?
— Bryką, pocztowemi końmi.
— Ale, ja go niechcę.