Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

cieńki głos gospodarza, dały się wreście słyszeć w korytarzu, otworzyły się drzwi i podwójne — Ach! Jezus! Maria! za progiem i w izbie słyszeć się dało.
Przybyły, był Pan Puszyński. — Pobladł na widok jego Talarko i młodzieniec stał na progu nie wiedząc czy zostać, czy uciekać. Oba byli mocno zdziwieni, i rozumieli że się gonią.
Drżał bogaty skąpiec widząc Puszyńskiego przed sobą, a ten znowu lękał się Pana Talarki. Wyznaj