Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom I.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

śpiewać piosenkę, za panią matką pacierz. Zamiast dzielić się po Chrystusowemu sercem z ludźmi i chlebem, oni chcą tyle chleba mieć, żeby nikt nic od nikogo nie potrzebował, a każdy cicho siedział, warcząc nad swoim węzełkiem. Myślą że świat przerobią, porozsadzają wszystkich po komórkach, na zagonach, każdego na swojem miejscu przy swoim kuferku, i dopieroż będzie ślicznie, szczęśliwie i spokojnie. Otóż głupcy! skończył konkludując rotmistrz.
Dzieci zaczęły się śmiać serdecznie, a staruszek z niemi.
— E! e! rzekł, wy tego jeszcze nie rozumiecie czem pachnie! Jedźcie no do Demborów, to wam nie zaszkodzi, rychlej pomoże, zobaczycie jak to miło i dobrze żyć z tymi ludźmi praktycznymi. Naprzód człowiek praktyczny kochać nie ma czasu, bo czas to kapitał, a na to jest stowarzyszenie dobroczynne i płatny urzędnik delegowany serc i worków, który zastępuje miłosierdzie prywatne mogące się obłąkać, regestrem i skrzyneczką. — Powtóre, człowiek praktyczny nie ma familji, bo wszelkie związki i obowiązki są niepraktyczne...
— Ależ stryjaszku! — przerwała Anna.
— A zresztą wasz Dembor bardzo poczciwy człowiek, nie przeczę, bardzo, bardzo, tylko niemiec i taki praktyczny, że gdyby mi sto tysięcy dawał za to, żebym u niego mieszkał, uciekłbym wziąwszy torbę na plecy.
— Bo stryjaszek nie praktyczny! — rozśmiała się Anusia.
— O! tak kochanie moje! I chluby sobie z tego szukam, nie umiem oszczędzać na jutro, gdy dziś kto płacze przedemną, w obec łez ludzkich nie zastanawiam się nad winą i zasługą, widzę tylko cierpienie, nie wyrozumowywam, że jałmużna rodzi próżniactwo, i daję ją, bo tak Chrystus przykazał, i zresztą majątku robić nie umiem, a i to co miałem straciłem, naostatek taki jestem głupi, że po stracie jego nie boleję. Powiadają żem życie zmarnował, Dembor mi to raz