Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zawsze więc już jam mu nie mógł sprostać.
Ten pono nie długo w jej sercu gościł, jeżeli tę gospodę sercem się zwać godziło.
Nastręczył się przy Jabłonowskim będący młody i ładny chłopak, wojskowo służący Kostecki — który oszalał niemal dla niej..
Na mnie więc ani patrzeć nie chciała, ale za razem francuz inżenjer świeżo z Francji przybyły zjawił się na naszym dworze i przylgnął do niej.
Kostecki się o tem dowiedziawszy że panna z nim po ogrodzie przy pałacu, który rozległy był i bardzo piękny, wieczorami sam na sam długie odbywa przechadzki — odstręczył się i porzucił. Francuza Hetman wyprawił do zameczków, które chciał mocniej opatrzeć, Bartkowskiego też gdzieś nie stało, — mogła przyjść znowu kolej na mnie.
A było to właśnie pod ten czas gdym leżał ranny.
Zdziwiłem się mocno z Ochmistrzynią starą widząc ją wchodzącą do mnie... Byłem sit venia verbo, tak głupi, żem to wziął za dobrą monetę, za dowód jej serca litościwego i na nowo rozgorzałem. Szaniawski nie chcąc mnie martwić, z tem o czem wiedział, zamilczeć wolał.
Panna usiadłszy na chwilę, — jako towarzyska Ochmistrzyni nie wiele mówiła, ale się uśmiechała i okazywała taką miłą dla mnie, iż mi mogę powiedzieć, sił i zdrowia dodała.
Chociaż i inne osoby do naszego dworu należące odwiedzały mnie też z kondolencjami, z powodu żem dla czci królewskiej cierpiał — bytność u mnie panny