Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


spokoju nie było ani w kuchni, ani w stajniach ani na pokojach. Hetman tylko nad ranem poszedł do łóżka, gdy sama ona listy dyktowała i rozsyłała.
Tu mi się godzi wspomnieć o moich nieszczęśliwych z panną Felisią stosunkach. Jużem ją znał, i każdego dnia lepiej, wiedziałem że płochą była a wedle wzoru pani swej i opiekunki postępowała we wszystkiem, ale na co człowiekowi rozum się zdał, gdy nim passja owładnie.
Wszyscyśmy z królewskiej powolności dla żony szydzili, a jam słowo w słowo takim był dla tej dziewczyny jak on dla swej Marysieńki. Robiła ze mną co chciała, z nieba mnie do piekieł strącając i z otchłani dzwigając jednem paluszka poruszeniem.
Nie wiele ją to kosztowało, tak słabym byłem dla niej.
Dopóki nic się jej lepszego nie stręczyło, bywałem i ja dla niej dobry, uśmiechała się, — podarki przyjmowała, rączki do pocałowonia nie broniła — a no trafił się ktoś pokaźniejszy a spojrzał na nią i okazał jej że mu obojętną nie była, szedłem w kąt i znać mnie nie chciała.
Naówczas poprzysięgłem sobie iż nie spojrzę na nią nawet i zbliżałem się do Skorobohatej, która była dobrego serca dziewczęciem, szczerze mi sprzyjającem.
U Felisi nie trwało nic — po mnie raz wstąpił w łaskach niejaki Bartkowski herbu Świnka, którego my całą Świnią przezywaliśmy, bo otyły był i ciężki, ale za bogatego uchodził. Ojciec jego starostwo miał i za króla Michała dla syna prawo następstwa sobie wyrobił, jus comunicativum.