Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/357

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do Połonki, dając szwagrowi dotrzymywać dzierżawę jéj, a sam sobie tymczasem dwór po myśli urządzając tak aby i mnie był miły i rodzicielskich pamiątek nie pozbył.
W ciągu tych lat włóczęgi mimo woli nieznacznie uzbierało się rupieci różnych bardzo wiele. Patrząc na to jak drudzy kosztowny oręż, osobliwe uzbrojenia, sprzęt różny nabywali, a kochali się w tem — choć pieniędzy wiele nie miałem do tracenia bo się i przyjaciołom wygadzało i sobie nie było potrzeby żałować — takżem tu i owdzie coś stręczącego się tanio nabył.
A że służba trwała dość długo, naściągało się tego sporo, tak że gdym w ostatku — dwór porzuciwszy, wszystkie moje skrzynie, kufry, sepety i węzełki pościągał z Jaworowa, z Żółkwi, ze Lwowa — zdziwiłem się sam jaka to moc tego się znalazła. Niektórych skrzyń tak się zapomniało, żem sam potem nie wiedział co w nich znajdę.
Prawda że od Wiedeńskiéj potrzeby poczynając, na Węgrzech, potem w Mołdawij, po miastach i obozach ciągle się narzucały różne osobliwości. Z naszych żołnierzy, co który miał to potrzebą przyciśnięty, za lada grosz oddawał. Więc ratując trzeba było brać niepotrzebne rzeczy.
Gdy się raz ludzie dowiedzieli że ja to kupuję co się nikomu na nic nie zdało — nasyłali na mnie z lada łomem. Każdy szedł jak w dym, aż się czasem śmiać chciało.. Ano między temi łupami były i piękne, takie których mi potem możniejsi ludzie zazdrościli. W Warszawie u żyda kupiłem szpalery stare tkane, flamskiéj roboty z historją Dawidową, które gdym potem oczyś-