Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/335

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


malajskiemi, inne perłami urjańskiemi i smaragdami wysadzane. Nie mniejszéj ceny była ich oprawa i robota wielce misterna, a nie w srebro złocone jak pospolicie się trafiało, ale w czyste złoto były osadzane, co łatwo waga poznać dawała. Złożone były w pięknych sepetach, skórami cielęcia morskiego obciągniętych, a tak ochędożnych że je choć w pokojach można było trzymać.
Sama slósarska koło nich robota, godną była oglądania. Czasami król cudzoziemcom i ciekawym gościom pokazywać je kazał, a było na co patrzeć i dziwować się czemu.
Ostatnim razem stały garnitury w Jaworowie, gdy mnie ztamtąd król do Wilanowa posłał. Klucze oddałem jemu samemu do rąk i tylem je już widział. Zdało mi się że one w Jaworowie zostały.
Po zgonie króla ani mi one na myśl przyjść mogły, gdy jednego dnia przysyła do mnie Wojewoda Matczyński, prosząc abym go nawiedził.
Przyszedłem do niego nazajutrz rano..
Znalazłem biednego pana, tak jak był ciągle od śmierci królewskiéj, smutnego, schorzałego. Kaszel go męczył nieustanny i dychawica.
— Mój Polanowski, — odezwał się zobaczywszy mnie i przywitawszy — chciałem się ciebie zapytać — co się stało z temi garniturami, które były pod kluczem u ciebie? Królowa się do mnie odzywa dopominając o nie — i — Panie Boże jéj odpuść, bodaj albo mnie lub Wmości ma w posądzeniu, żeśmy te drogocenne klejnoty przefrymarczyli!! Na waszmości zaś tem cięższe podejrzenie, żeś się zaraz uwolnił ze słnżby!