Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/329

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


naostatek otworzono im, zmógłszy Jakuba, i karawan wszedł w podwórze, poczem na ramionach naszych zanieśliśmy ciało do sali, gdzie je w królewskie szaty i insygnja przybrać należało, niżeli na widok wystawione będą i nabożeństwo się rozpocznie.
Korona, berło, jabłko były pod kluczem królowéj. Idzie do niéj Matczyński dopominając się ich...
Pierwsze słowo jéj było:
— Nie dam — nie dam, królewicz Jakub gotów i te klejnoty, kilka kroć sto tysiące wartujące sobie przywłaszczyć, tak jako i cały skarb nieboszczyka pochwycił lub myśli opanować.
Nie dam.
Z królową było gorzéj niż z Jakubem, bo téj ani ów najwierniejszy króla przyjaciel Matczyński wojewoda, ani biskup Załuski, ani ks. Polignac, nie zdołali zmiękczyć...
Matczyński od zmysłów niemal odchodził, ręce łamiąc. Stał u katafalku i płakał... Potem nagle złocisty hełm pochwyciwszy na głowę nieboszczyka włożył...
Otóż jaka była śmierć, ostatnie godziny i początek bezkrólewia po bohaterze.
Czego się już potem spodziewać było można — chyba wojny domowéj, ale nawet z pomocą wszystkich zabiegów królowéj, jéj pieniędzy i zachodów — nie mogła rodzina tak rozdarta, powaśniona... wzbudzić w nikim sympatji ku sobie. Litowało się wielu, nikt nie widział sposobu aby do tronu tego dobili się, do którego królowa i Jakub rościli prawa...
Zrazu to poznać było łatwo, że Piasta ekskluzja spotka, i inaczéj być nie mogło, choć Radziejowski