Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/328

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz do wszystkich nieszczęść jakich ten pan doświadczył i tego było potrzeba aby potwarz taka ze śmiercią jego na świat wyszła. Ludziom zaś łatwowiernym i małego umysłu, milsza taka plotka niedorzeczna niż prawda...
Niepotrzeba było innéj trucizny nad tę jakiéj on codzień zażywał i która mu życie skrócić musiała. Była nią niewdzięczność ludzka, waśń dzieci, zwątpienie o wszystkiem...
Gdyśmy ze zwłokami przybyli do Warszawy, tłumy już zastaliśmy w ulicach, które aż do samego zamku przepełnione były. Stała ta ciżba w smutnem milczeniu, ani się może spodziewając tego widowiska gorszącego jakie jéj królewicz Jakub przygotowywał.
Posłanych przodem dworzan, odprawiono z tem ażeby nadaremnie na Zamek ze zwłokami nie przybywano, gdyż ich straż nie puści.
Gdyśmy o tem się dowiedzieli, duchowieństwo całe oburzyło się strasznie.
Pojechali Biskupi, Załuski pierwszy do królewicza nie z prośbami już, ale z groźbami, iż się dopuszczał wobec całego świata, niesłychanego wykroczenia, ojcu własnemu zamykając drzwi jego zamku, do którego królewicz żadnego prawa nie miał.
Załuski śmielszy wpadł z takim ferworem, iż mu ludzkiem i boskiem prawem zagroził, przepowiadając pomstę niebios za samą myśl tę niegodziwą.
Poczęli też przyjaciele Jakuba reflektować go że się tem światu i rzeczypospolitéj cale niedobrze okazywał i zjednać tem ludzi niemógł, ale ich przeciwko sobie obruszył..
Stały zwłoki jakby litości prosząc u wrót, gdy