Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tymczasem gdy królewiczowi dano znać o śmierci ojca, w pierwszéj chwili albo mu źle doradzili, albo sam na tę myśl wpadł żeby na zamku nie dopuścić matki...
Z północy jéj o tem dano znać, iż Jakub od gwardyi odebrał przysięgę wierności, niewiedzieć jakiem prawem, wrota wszystkie pozamykać kazał, silną straż przy nich postawiwszy i nikogo nie dozwalając wpuszczać bez swego zezwolenia...
Dano znać o tem wdowie, która wpadła w gniew wielki, przeciwko wyrodnemu synowi.
Ofiarowali się niektórzy z panów do pośrednictwa pomiędzy matką a synem... i pojechali do Warszawy, ale po kilku godzinach powrócili z niczem.
Jakub ich słuchać nie chciał, upierając się przytem że królowéj niedopuści...
Uchwalono więc aby z ciałem nieboszczyka wraz udała się w uroczystym pochodzie, bo zdawało się niepodobieństwem ażeby syn ojcowskim zwłokom miał wzbronić zamku, duchowieństwu i rodzinie wrota zamykać.
Naprędce tylko obmyte ciało, przyobleczone w szaty jakie się znalazły pod ręką — na wóz żałobny włożono, i pochód się z Wilanowa puścił do miasta. Straszno to powiedzieć, ale doktorowie sami taką zmianę nagłą w twarzy i ciele zmarłego postrzegli, że o truciznie szeptać poczęto...
Ale to wprost była baśń niedorzeczna, bo któż i dla czego mógł mu ją zadać.
Wcale zaś dziwnem nie było, że schorowane stare ciało, przy gorącu wielkiem, bardzo prędko się psuć poczęło.