Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kardynał Sobieskim był oddany. Ani on, ani Załuski, ani poczciwy Matczyński, który wkrótce potem zmarł z żalu, nie zdołali umysłów na stronę rodziny nawrócić. Z wyborem Sobieskich czego innego jak przedłużenia niepokojów domowych spodziewać się niebyło można...
Ja natychmiast po śmierci królewskiéj, zażądałem odprawy i uwolniłem się od służby — chociaż miałem zaległości których na razie uzyskać nie było podobna.
Pozostałem jednak w Warszawie, bo mnie tu sama ciekawość trzymała — a ostatnich czasów kłopoty i nieustanne czuwanie o chorobę mnie przyprawiły taką, że musiałem w gospodzie, którą trudno znaleść było, obledz...
Szaniawski też ani Jakubowi, ani Aleksandrowi się nie dał do służby namówić i dwór pożegnał, jeszcze spełna niewiedząc co z sobą pocznie...
Nie można było przewidzieć w tych początkach, komu tron przeznaczony, aleśmy to tylko czuli że Sobiescy go nie posiądą. Królowéj żaden z nas nie byłby za nic chciał służyć, tak nam ona za żywota pańskiego dokuczyła.
Tuśmy w stolicy byli świadkami tego poruszenia umysłów i powodzi piśmideł, jakie się zaraz z okazji bezkrólewia wylały. Czego niemożna było drukować, to pisano, przepisywano i rozrzucano — hańbiąc i nieszczędząc ani matki ani dzieci.
Królowéj przedewszystkiem już szło nie o tron, ale o spuściznę, którą dla siebie więcéj niż dla potomstwa rewendykowała. Powiadano naówczas, że sześćdziesięcioletnia owdowiałemu kochankowi dawnemu, Hetmanowi się stręczyła, aby z nim podzielić koronę. Lecz