Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/310

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ludziom się mogłem wydawać tryumfatorem, gdym najbiedniejszym był w istocie.
Ani to moje męczeństwo się komu na co przydało, ani dzieciom, ani Marysieńcc, ani rzeczpospolitéj.
Srogim nie umiałem być, boni tego w naturze nie miał, a dobrociąm sobie nikogo nie pozyskał. Z przyjaciół do ostatka mało mi kto został wiernym. Słowem wszędzie i zawsze doznawałem zawodu.
Czasami śmiejąc się do biskupa kijowskiego upewniał że najwdzięczniejsze bywały mu drzewka które sadził, dające owoce i kwiaty.
— Z nich jednych miałem pociechę — mawiał, ale co potem gdy pomyślę że te sady i ulice, którem ja starannie powysadzał w Olesku, w Żółkwi, w Jaworowie, Wilanowie, gdy ja oczy zamknę, los spotka wszystkich dzieł ludzkich. Podziczeje to, albo kto powycina — za sto lat śladu ich nic będzie...
Biskup Załuski, który króla znał, kochał go i wiedział jak z nim poczynać — bardzo zręcznie do testamentu go nakłaniał — bo widział też iż był potrzebnym, aby zapobiedz nieuchronnym zatargom między rodzeństwem, Jakubem i matką a Aleksandrem... Gdy tylko do tego przychodziło, król ostygał.
— Mój ojcze, powtarzał, jam nigdy za żywota nie potrafił woli mojéj przeprowadzić — i posłuch dla niéj wymódz lub poszanowanie, a wy sądzicie, że mnie z za grobu szanować będą?
I zaraz poczynał o czem innem.
Królowa, gdy Załuski był na rozmowie, podsłuchiwała, zżymała się, ale sama nie śmiała nalegać, bo już nie miała dawnéj władzy nad nim.
W 1691 król na wyprawę idąc, choć mu odradza-