Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/309

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


natarczywością dla siebie naprzód, potem dla Aleksandra wyrobić znaczniejszą cześć spadku.
Ale tu się okazało, jak temu naszemu panu serce już dla niéj, a nawet dla dzieci krom Jakuba ostygło...
Nalegania więc, napomknienia, rozmaite środki jakich jejmość zażywała, aby króla skłonić do uczynienia testamentu, rozbiły się o tę jego ostygłość, odrętwienie jakieś i obojętność na wszystko.
Bywało tak że gdy Załęski biskup kijowski do niego przychodził, i zawiązywała się między niemi naówczas długa rozmowa, drzwi między sypialnią a gabinetem, w którym zawsze jeden z nas blizko progu siadywał, stały otworem. Łacno więc było słyszeć wszystku co mówili. Dziś mi to powtórzyć trudno, ale sens ogólny tych rozmów przytomnym mi jest, jakbym ich jeszcze słuchał.
Biskup oczewiście jako kapłan duchowny, wszystko tłumaczył i do woli Bożéj odnosił — król też nie inaczéj mniemał, ale wpadał zaraz w ogólne uwagi nad kondycją ludzką, nad niestałością rzeczy ludzkich nad płochością serc i przewrótnością.
Ciężko pod ostatek życia na los swój narzekał, nie zdradzając się z tem co myślał, iż wszystkiego przyczyną była królowa i namiętność jego dla niéj.
— Pan Bóg mi, jak na igraszkę, mawiał do biskupa dał wszystko czego tylko człowiek zapragnąć może, zwycięztwa nad nieprzyjacioły, sławę szeroką u ludzi, koronę na skronie, purpurę na ramiona — bogactwa... a no szczęścia nie zaznałem nigdy.
W każdéj rozkoszy robak siedział, i zatruwał ją.