Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gnął. Powagi wielkiéj nabrał, a pobożnością nas budował.
Z tych wigilij godów — które mi Pan Bóg dał przeżyć na świecie i pożywać z rodziną, niewiem czy która nad tę uroczystszą mi się wydawała.
Gdyśmy wstali od stołu — poszedłem moje sakwy podróżne rozwiązać, aby gościniec dobyć. Dla matki miałem bardzo piękny różaniec z drogich kamieni w złoto oprawnych, bo to wiedzieć potrzeba iż turcy się też modlą na paciorkach i siedząc je ciągle w rękach przebierają. — Trzeba tylko było aby ten pogański różaniec O. Michał poświęcił.
Szwagrowi nóż pięknie oprawny przywiozłem — ale że się ostrza żelaznego nie godzi ofiarować — dla jakiegoś przesądu — grosz mi musiał za niego zapłacić. Najgorsza była sprawa z bratem szwagra — któregom się zastać niespodziewał i musiałem go kontentować jednym pistoletem bez pary, który wprawdzie bardzo był pięknie kością słoniową i turkusikami oprawny — ale mu odpowiedniego do olstry brakło. Przyjął go sercem wdzięcznem. Siostrze się dostała spinka najkosztowniejsza ze szmaragdem.




Do tego terminu te moje notatki doprowadziwszy, gdy mi je daléj przychodzi ciągnąć, serce się ściska.
Na własny mój los, chociażby on mógł był się złożyć inaczéj a lepiéj, narzekać nie będę, — ale nad ukochanego pana mojego ciężkiemi żywota kolejami komentować by przystało i niemal przeznaczeniu wyrzuty czynić — gdyby wszystko nie przychodziło z ręki i sądu Bożego. Bohater i mąż który tyle się chrze-