Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Znalazłem tu, jakom przeczuwał, nie tylko siostrę z mężem, ale nawet brata Michała...
A! niewysławionéj że to radości była chwila, gdym ich głosy usłyszał, gdym macierzyński uścisk uczuł — i znalazł się w tem gnieździe, w którym by człek choć mu złote pałace stawiono — nigdy nie rad mieniać na nie.
Matka właśnie opłatki trzymała w ręku... i rozpłakawszy się z pierwszym mną się pocałowała...
Mówili o mnie właśnie gdym nadjechał, sądząc z tego co słyszeli, żem z królem jeszcze albo w Lubowli lub zaledwie na drodze do Krakowa.
Oprócz rodziny, starszego brata, szwagra mojego znalazłem u nas w gościnie... Siedliśmy zaraz do stołu — a jak mi tu wszystko smakowało — jeden Bóg wie. Zdało mi się żem z temi potrawami szczęśliwe lata młodości na nowo spożywał.
Posypały się pytania — słowo w słowo tu znalazłem co w Krakowie pełno fałszów i baśni o nas — a prawdy mało. Pisane gazetki — które tu z rąk do rąk przechodziły, zawierały ekscerpta z listów królewskich do niepoznania poprzekręcane — a razem inne wiadomości z różnych źródeł, które się z sobą sprzeczały.
Musiałem im opowiadać o panu, widząc że i tu go sobie inaczéj cale wystawiano niż był. Nikt w nim owego bohatera chrześcijańskiego nie widział — jakim on nam się ukazywał od wstąpienia na ziemię, którą miał oswobodzić — od mszy téj do któréj służył w dzień zwycięztwa na Kalenbergu.
Brata Michała znowum znalazł zmienionym i postarzałym — ale równie jak pierwszym razem w stanie swym szczęśliwym i nie pragnącym nic nadto co osią-