Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Most zaledwie ustawiwszy, gdyśmy się przeprawiać poczęli, turcy o tem zasłyszawszy ku Belgradowi się udali, węgrów i wołochów rozpuściwszy... — a tak Węgierska ziemia, która od kilkuset lat w ręku ich była, przez naszego Pana oswobodzoną została...
Zamek Ostrzygonski, który przy pomocy Bożéj na pewno zdobyć się spodziewaliśmy bez mała przez półtora wieku w ich rękach pozostawał.
Ażeby serce anielskie bohatera naszego jak należy ocenić, trzeba było widzieć i słyszeć jak się troszczył i za krzywdy biednemu ludowi wyrządzone ujmował. Słyszałem go powtarzającego wszystkim: — A, dla Boga, za cóż niewinni chłopkowie cierpieć mają? Ja nawet wziętych na wojnie węgierskich żołnierzy nazad odsyłam, wyjmując im to z głowy, że my tu nie chrześcian ani kalwinów wojować przyszli, ale tylko samych pogan! Ten naród ustawicznie ręce wznosi do Pana Boga za nami, nam się w protekcję oddaje, w nas pokłada nadzieje a ich za to ścinać, tych którzy nas żywią i daléj żywić będą!! Pod miastami tureckiemi harcować, nie ubogich ziemnych robaków zatracać!!
Po wzięciu Ostrzygonia, gdzie król bardzo pragnął krzyż zatknąć znowu — chciał nazad przejść Dunaj, i daléj nieco pociągnąwszy ku Pesztowi wrzekomo, ztamtąd dopiero ku graniczom polskim zawrócić, dla rozłożenia wojsk na zimowe leże.
Królowa zaś jak i większa część tych którzy przy królu byli, nalegali na niego aby do Polski wracał, a listy które z Krakowa przychodziły, rozpaczliwe i niespokojne, nieustannie się tego domagały.
Jakkolwiek zawsze jejmości ulegał, tym razem jed-