Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nak od imprezy raz powziętéj nie odstąpił dla tych listów i szedł daléj jako zamierzył...
Królowéj zaś odpisywał: „Wierzę że tam ich siła pisze i pisali ażebym nazad powracał, ale to są ci, którzy tego życzą i życzyli, nie dla mnie, ale dla siebie! Ja zdrowie, życie i szczęście moje, oddałem raz w ręce Boskie i chwale jego świętéj, ani go też hazarduję więcéj nad to, co poczciwemu należy, i temu na którego akcje cały patrzy świat. Miłe mi życie dla usługi Boskiéj, chrześciaństwa i ojczyzny, miłe dla WMości, dzieci, krewnych i przyjaciół moich, ależ i honor na który się cały wiek robiło, powinien być miły: a to oboje, przy łasce i protekcji Bożéj, pogodzą się“
Własne to są jego słowa.
Im bardziéj napierano na to aby przed zimą wojsko z Węgier wyciągało, tém król więcéj obstawał przy tem, ażeby oswobodziwszy Węgry, w nich zimować...
W Ostrzygoniu była załoga, do pięciu tysięcy turków, król obległ zamek sam, bez pomocy żadnéj, krom małege oddziału brandeburgskiego, — w deszcz, zimno, w brak paszy dla koni, z wojskiem znużonem i chorobami wycieńczonem — a przecież czwartego dnia po osaczeniu zamek się poddał — na imie króla... Radość była niezmierna i tryumf wielki.
Ostrzygonska ta twierdza broniła się zrazu bardzo dobrze przez te dni kilka, chociaż nam wielkiéj szkody nie czyniąc. Z naszéj strony rzucane bomby i granaty dokuczały im wielce, mury psowając i ludzi zabijając.
Patrzyliśmy z pociechą wielką na wyciągających