Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w istocie nie narażał się zbytecznie, bo go pilnowano niezmiernie, a król o jego bezpieczeństwo daleko dbał więcéj niż o własne.
Śmiałym był, temu zaprzeczyć niemożna, ale ze wsząd wyszedł cało, nawet mu się bardzo zmęczyć nie dawano, co za dziw że się niczego nie obawiał, gdy drudzy trwożyli się za niego.
W popłochu tym pierwszym pod Parkanami, gdy król do obozu szczęśliwie, ale cały potłuczony wrócił, gdy się na razie o Fanfaniku nie mógł dowiedzieć, mało że zmysłów nie stracił.
Jemu samemu ten ruch, to życie niewygód pełne, dziwnie na zdrowie służyły, czemu się Peccorini i Dumulin wydziwić nie mogli. Nie dojadł, nie dospał, woda częstokroć do picia taka bywała, że domaby się nią człowiek umywać nie chciał.. — fatyga nieustanna, a na tuszy stracił, co ja na pasach widzę i na rapciach, bo wszystko trzeba było ściągać... ale rzeźwiejszy jest niż w domu, i niemal odmłodzony.
Ks. Skopowski powiadał: — Duch go trzyma... gdyby nawet nie jadł nic, wytrwał by, taki ogień ma wewnętrzny w sobie... Święta prawda.
Pod Ostrzygoniem, nie zważając na mruczenia most budować rozkazawszy, do dwudziestego Octobris mieliśmy ukończonym. Jak tylko to nieprzyjaciel postrzegł, zwąchał o co chodzi — przedmieścia, część miasta, zamek jeden na górze Ś. Tomasza podpalono i zniszczono, gdyż się bronić do upadłego zamierzali — król zaś dowodził, iż do zdobywania zamków zawsze miał szczególne szczęście i że tu też rychło w miejscu księżyca na kościele starym krzyż zatknie.