Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Król mimo uszów to puszczał i śmiał się z tych co do czarnych pieców i złego piwska chcieliby pośpieszyć — ale to darmo — one piwo i pod piwek swój milszy niż tu pałace i tokajskie wino.
Ja co zblizka patrzyłem na niego słuchałem — i mimo własnéj woli musiałem wiedzieć o wszystkiem co go dotykało mocy duszy jego wyadmirować się nie mogłem. Tu mało kto z niego kontent był, każdy więcéj wymagał — niż mu dać można było, kwasy i wyrzuty, z niemcami — choćby najlepiéj był — dowierzać im nie mógł — bo się przekonał jak byli przewrotni, a szli za fortuną, naostatek o czem tylko my wiedzieć mogliśmy, królowéj listy zamiast pociechy przynosiły najczęściéj wymówki, narzekania, wyrzuty i najdziwaczniejsze wymagania. Radaby króla odciągnęła już była do Polski i żałowała że więcéj jeszcze zdobyczy i jeńców nie przynosił z sobą.
I tych Baszów, których pobrał Jabłonowski, a od nich się wielkiego okupu spodziewał, królowa żałowała, choć się temu dostali, który w sercu jéj — Boże odpuść, na równi z królem był ulokowany.
Gdy listy od Astrei przychodziły, chwytał je chciwie król, a ręce mu do nich drżały. Czasem przy nich szarfa jakaś lub węzeł przyszedł, to się tem bzdurstwem nacieszyć nie mógł — a no gdy czytać począł, chmurzył się, rzucał, powracał do pisma — i znowu je odpychał i po kilkakroć do ręki brał... a nieraz mu aż pot na czoło występował. Królowa z Krakowa by rada i wakansami rozporządzać i wszystkiem rządzić, a rozkazy wydawać.
Nic pomyśli jéj nie było, zazdrości też dla Minionka, tych laurów, które tu Fanfanik zdobywał — choć