Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


no w téj nadziei, aby nas zostawionych samym sobie z tą garścią, konfuzja spotkała...
Turcy zaś nie czekając, gdy nas obliczyli, rzucili się na prawe skrzydło Wojewody Ruskiego i odparli je...
Powtórnie potem nacisnęli je, nie mogło się utrzymać. Za trzecim razem gdy śmielsi coraz, przyskoczyli turcy, okrążyli prawe skrzydło, tył mu zabrali, objęli i zmięszali, tak że uchodzić zaczął kto mógł i popłoch się wziął wielki, król w téj chwili bezpieczniejszym się sądząc wśród Ussarji, a uchodzić nie myśląc, ruszył z niemi przeciwko tym turkom, którzy tył Wdzie ruskiemu zajęli i byłby go skutecznie poparł ale w tejże chwili za przykładem prawego skrzydła, środek a w końcu i lewe skrzydło zmięszane z pola uchodzić zaczęło. Turcy wsiedli zaraz na nich ze wściekłością straszną, goniąc ogromnemi massami, więcéj niż pół mili uciekających, aż prawie ku piechocie naszéj i ku wojsku Cesarskiemu, które spokojnie sobie stało...
Królowi też nie pozostało nic tylko na konia zdać życie swe i uchodzić z innemi, — ale naprzód jeszcze Jakuba królewicza wyprawił przykazując co najrychléj biedz i unosić życie. O siebie się nie troszczył, ale o syna mdlał niemal z niepokoju wielkiego.
Przy królu naówczas byli koniuszy koronny, starosta Łucki Piekarski, Ustrzycki i litwin Czerkas, rajtar jakiś z chorągwi Usarskiéj króla, wszystkiego ośmiu z nim...
Co się wówczas dziać poczęło — tego i ci co byli przy królu opisać nie zdołali, bo ścisnąwszy się około pana tak że mu zbrojami boki obijali, spychając jedni