Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


drugich, padając, odcinając, gonili na oślep przed się, już śmierć widząc przed sobą.
Wojewoda Pomorski, który cokolwiek w tyle pozostał, już osaczony przez turków zginął; a najdzielniejszego rycerstwa bardzo wielu. A że król potrafił się salwować, można to było za pewny cud łaski Bożéj uważać, bo ci co przy nim byli już się za zgubionych mieli... W szalonéj téj jeździe co chwila rowy przeskakiwać, trupy, bębny, zbroje na pobojowisku porozrzucane omijać lub gnieść, od czego się konie płoszyły... Pod Starostą Sandomirskim, który za królem pędził osobno dwa razy koń padł, ale go uratowano, tylko sekretarza włocha, który przy nim był, utracił. — Marszałek nadworny był naówczas przy wojsku Cesarskiem i uszedł wcale nawet widowiska tego. Tymczasem Lotaryngski niemal to przed oczyma mając nie ruszał się pod pozorem iż drugie jego skrzydło nie nadciągnęło, lubo miał czasu i miejsca dość aby królowi towarzyszyć.
W pierwszym momencie gdym nazad powrócił a w obozie zastał popłoch nieopisany, o małom nie padł trupem, gdyż głoszono że król zabit, że królewicza wzięto, a nasi wodzowie polegli wszyscy. Wojewoda ruski, Wojewoda lubelski już na pobojowisku trupa szukali... gdyż król, dzięki téj garści co go między siebie wzięła — uszedł cało... ale ręce i boki karwaszami i blachami mając tak poobijane, że je natychmiast opatrywać i okładać musieliśmy.
Do tego jeszcze niepewność o syna, o którym nie zaraz miał wiadomość, iż mu się nic nie stało, o mało go nie ubiła...