Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


po drugim w czwał wyprawiał po Lotaryngskiego i piechoty, a swoim kazał stać nie ruszając się.
Sam osobiście mało kogo przy sobie mając, objeżdżał pan szeregi i rozporządzał je starając się miejsca zająć dosyć, aby siła się większa wydawała — ale wojsko było pomięszane i ludzi mało. Na prawem skrzydle postawił król Wojewodę ruskiego, krakowskiego na lewem, wpośrodku P. Marcina Zamojskiego, lubelskiego.
Mnie już wówczas przy królu nie było, bom z rozkazu jego biegł po piechotę na złamanie karku, gdyż mi sam powiedział — konia nie żałuj, ale mi naoczny świadek JMPan Czerkas późniéj to opowiadał. Jeszcze do bitwy nie przyszło gdy nadbiegł zafrasowany okrutnie Wojewoda ruski do króla, zaklinając go aby zawczasu uchodził, gdyż w wojsku zauważył konfuzją wielką i opór przeciwko rozkazom. Dragonja z koni zsiadać nie chciała, kilka chorągwi dysponowanych aby szły stanowiska wyznaczone zająć, nie ruszały się z miejsca, wołając że je na rzeź dawano.
Królowi jednak, raz tu przyszedłszy, nie zdało się cofać i okazywać obawę, któraby wojsku resztę odwagi odjęła. Pozostał więc w miejscu, mając przy sobie generała Dynewalda od Cesarskich wojsk przybyłego dla obserwacij nieprzyjaciela.
Dynewald też zmiarkował ogromną przewagę turków i od siebie ludzi do Lotaryngskiego posyłał, dopraszając się posiłku jazdy niezwłocznie.
Niech że Bóg sądzi czy Lotaryngski mógł a niechciał pośpieszyć, albo li też nagłości się nie domyślał. Słyszałem potem dowodzących, iż posiłek spóźnio-