Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Inni nasi mądrale jako Gałecki, co się do klejnotów nie dobrali, jak ów kozaczek kuchcik Chorążego, woły skupując, porzucaną miedź zbierając, a potem spieniężywszy, do znacznego przyszli zarobku.
Ja się niczem pochwalić nie mogłem, krom drobiazgów, które od żołnierzy kupowałem, bo mi się nie zdało za łupem uganiać, król sam też cokolwiek podarował, widząc że nie mam ani czasu ni ochoty do łupieży. Ci którzy do łatwego zarobku mieli zdolność, a nie zapominali korzystać z okoliczności — przysporzyli sobie mienia, choć wielu je potem po drodze potraciło...
Niech Bóg strzeże abym nawet nieprzyjaciela miał lekko posądzać i obwiniać — ani z siebie to biorę co muszę zapisać z powodu dalszego pochodu naszego, gdzie jedna łaska Boża nas uratowała, a król istnym cudem śmierci uszedł, jako zaraz powiem.
To rzecz pewna że Niemcy się ociągali o kilka mil za nami pozostając w tyle, chociaż ks. Lotaryngski wiedział dobrze iż turków mamy przed sobą siłę przemagającą.
Gdyśmy z obozowiska nad Dunajem w pobliżu Ostrzygonia czyli Granu ruszać się mieli w pochód, król przewidując starcie z turkami, posłał księdza Zebrzydowskiego do Lotaryngu aby z jazdą za nim pośpieszał. Straży zaś przykazał, aby idąc przodem, czółna na Dunaju dla kozaków zabierała i żeby na niego o milę od mostu czekała, a miała się na baczności.. Postanowiono było jeżeliby z miasteczka około mostu, Parkanami zwanego mieli na drugą stronę do Ostrzygonia uciekać i most za sobą zabierać, ażeby i Parkany zająć zaraz, jeżeliby zaś tu wojsko się jak