Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dlem się zabawiali. Dla królowéj, dla księżnéj siostry, ojca Markiza i córeczki Teresy, (Pupusieńki) rozmaitych szkatułeczek, kobierców, zasłonek, materij poszło dosyć co lepszych, przy tem namioty bardzo piękne, chociaż cokolwiek podczosowane... które w Żółkwi złożone zostały.
Niewiem czy królowa to dobrze przyjęła, iż o Miniunku jéj ulubionym, wcale zapomniał, którego gdym się ośmielił mu przypominać, nic mi nie odpowiedział.
Choroby ciągle nie ustawały, ale też i leki się do śmiertelności przyczyniały, bo gdzie się Peccoriniego i naszych felczerów doczekać nie mogli, lada żydów wzywali na radę, a ci, jako ks. Przeborowskiemu opium i inne venena zadawali, tak że od nich pomarli.
Co do dalszego pochodu z Niemcami spór był, bo ci chcieli wprost iść na Budę — i żałowali, że króla posłuchali, król zaś także w tą stronę dążył, ale po téj stronie Dunaju i rad był po drodze zamki zdobywać, co za rzecz łatwą uważał. My tylko jedni z Tekelim i ks. Siedmiogrodzkim mieliśmy porozumienie. Ostatni po niewoli szedł z turkami, ale go Wezyr puścić od siebie nie chciał.
To też konotować się godzi iż w listach królowa zbytnią troskliwość okazywała o łupy i mężowi o nie pokoju nie dawała, że mu je prawie z rąk wyrwano, tak że się tłumaczyć i uniewinniać musiał. Mało jéj było odniesionego zwycięztwa i tych kosztowności, których się nam przecież dostało dosyć. Nie było sposobu poopanowaniu namiotów, tak te ostawić wartą ażebu się tam czeladź i ciury nie wdarły, a nawet gdzie straże stały, namioty z tyłu rzezano i wyciągano z nich co lepszego...