Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po posłańcach, którzy od księcia Lotaryngskiego, od Cesarza i od innych książąt przecież zaczęli przybywać, jakby sobie dopiero o nas przypominali teraz — sam Generalissimus się obiecywał wkrótce. W tych dniach tak znowu nas posłami i gońcami, przez których odpisywać było potrzeba, trapiono, iż król nawet książki w rękę wziąć nie miał czasu, co jego najmilszą było rozrywką. Mieliśmy ich podostatkiem i ja też pamiętałem o tem aby zawsze przy łóżku miał tę, którą rozpoczął, ale tknąć jéj nie było czasu nigdy... Obcy i swoi pokoju nie dawali, bo po zabitych wakanse się okazały i o te zaraz nacisk był utrapiony.
Już nad Dunajem król listy z Krakowa otrzymał, które go wielce uradowały... Z nich dowiedzieliśmy się iż pierwszą wiadomość o walnem zwycięztwie królowa odebrała w kościele na modlitwie i o mało nie omdlała z początku z trwogi, co jéj przyniesiono, potem z radości wielkiéj.
I strzemię też owo Wezyrskie, które jéj na znak przyniesiono, natychmiast u krzyża przed którym klęczała, zawiesić kazała.
Z Wiednia przez duchownych miał król wiadomość, iż świątobliwy Ojciec Marek d’Avinno z Wiednia do Lincu, a ztamtąd zaraz miał do Włoch powracać i że głośno a srodze bolał nad grzechami téj stolicy wiedeńskiéj i Cesarskiego dworu, na pychę, niesprawiedliwość i rozpustę, któréj Cesarz hamować nie chciał czy nie umiał...
Naszych biedaków chorych przecież na wyproszonych i zapłaconych szkutach Dunajem tu za nami przywieziono, około których Ks. Hacki, Peccorini i co było doktorów i felczerów pilno chodzili. Chorych