Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chęć, chłód i widoczną ochotę pozbycia się, że w końcu niemal sam tylko na siebie rachować już musiał.
Myślą króla było dwie lub trzy twierdze jeszcze zdobywszy, zawrócić do domu. Łupów w nich, krom prochów i kul spodziewać się nie mogliśmy, ale król mówił o tem iżby kilka zbezczeszczonych kościołów, obróconych na meczety, chciał przywrócić służbie Bożéj — i niemal dla tego jedynie szedł daléj. To wiadomem było powszechnie iż na wieży Św. Szczepana w Wiedniu, z pierwszego oblężenia jego, był z tureckiego przymusu zatknięty księżyc, na którym chociaż krzyż postawiono, pozostał pamiątką upokorzenia.
Król się teraz domagał, aby zaraz księżyc zdjęto, bo już dawne traktaty nie obowiązywały. Chciał to mieć na pociechę swą iż oczyścił dom Boży od pamiątki sromotnéj. Przyrzekł zaraz Starenberg na wieżę posłać i księżyc zrzucić, ale potem pono umyślnie wlókł, aby się to po woli króla polskiego nie stało — tak też wszędzie pierwszą myślą było jego księżyce rugować, a na ich miejsce krzyże wznosić — jako się niżéj powie.
Dosyć późno już w pochodzie ku Dunajowi, gdy król na nich się nie oglądał tak bardzo, pomiarkowali się niemcy przecież i dali o sobie znać. — Cesarzowi posłał król na żądanie parę pięknych koni, które sam wybierał, ale nie gołych, z siedzeniami bardzo bogatemi, lub rubinami i szmaragdami wysadzonemi. Na jednym z nich rzędzik diamentowy.
Cesarz też pemiarkowawszy się, albo i zasłyszawszy że się na despekt uczyniony królewiczowi Jakóbowi skarżono — przysłał mu przez dworzanina swego szpadę diamentami sadzoną, dosyć piękną...