Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w obozie nie zliczyć było, mało kto dla złéj wody i strawy nielepszéj wolny był od biegunki. Z rannych dużo umierało codzień. Teraz dopiero straty nasze bardzo znaczne i z kwiatu rycerstwa obliczać poczęliśmy. Nie było chorągwi pod którą by nie brakło kilku albo i kilkunastu.
Tu dopiero gdy niemieccy książęta przybywać zaczęli okazało się, że nie jeden król nasz srogą niewdzięcznością się czuł pokrzywdzonym, lekko to znosząc, bo powtarzał ciągle iż czynił dla Krzyża Chrystusowego i wiary nie dla Cesarza tę wyprawę...
Najwięcéj bolał książe Saski, który z posiłkami precz szedł, — czując że mu się niesprawiedliwość działa wielka, gdy go ukłonem zbyto, Starenbergowi zaś Feldmarszałkowstwo, Złote Runo, sto tysięcy talarów dano...
Oprócz Saskiego, oburzonego wielce i niemogącego się ukoić, Caprara i Lesle, którzy najczynniéj i byli, narzekali i odzywali się nawet tak butnie, że sam słyszałem mówiących: — Pocoście go przyszli ratować, niechby był przepadł — i ta jego pycha z korzeniem wyginęła...
Niektórzy jednak wlekli się za nami, i znowu pod rozkazy króla się zaciągali, jako książe Bawarski.
Lotaryngski, gdy nadążył za nami, znowu u nas był gościem codziennym, ale na nim wcale też nieznać było żadnéj łaski Cesarskiéj, ani wielkiego ukontentowania... Człowiek też skromny i cichy się wydawał.
Z tych dni pochodu naszego ile pamięcią zasięgnąć mogę, jeszcze to zapisuję, iż król się ze znużenia czuł niedyspozyt i życzył sobie gdzieś do miasta zajechawszy lekarstwa zażyć z rady Peccoriniego, ale i na