Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wystąpił. Cesarz się ukazał w towarzystwie Elektora Bawarskiego — z orszakiem nie zbyt licznym. Przed nim kilku szło trębaczów i lokajów, około niego ministrowie, kawalerowie dworscy, urzędnicy — daléj drabanci. Leopold ze smutną i pochmurną twarzą, jakby wzięty w niewolę niemal prezentował się, nie śmiejąc oczów podnieść. Koń pod nim piękny gniady, hiszpański. On sam ubrany w suknię niemiecką bogato szytą, kapelusz ze spinką i piórami białemi i ceglastemi.
Podjechał nasz pan, ręką tylko do kołpaka sięgnąwszy i wesoło pozdrowił Cesarza — krótkim komplementem łacińskim — na co cicho i jąkając się Cesarz coś w tymże języku mu odpowiedział grzecznie.
Natychmiast potem na dany znak podstąpił królewicz Jakób, którego ojciec pierwszego przedstawił Cesarzowi, ale ten ani oczów nie podniósł, ani ręki do kapelusza nie ściągnął, a król widziałem jak z aprehensyi zbladł i już byłem pewnym — że się to spotkanie w polu nie przeciągnie. Jakoż po przedstawieniu pp. Senatorów i Hetmanów, na których Cesarz ani spojrzał — pan nas kilka słów głośno przemówiwszy zlekka mu się skłonił z dumą i powagą wielką i jechał precz.
A że Cesarz sobie wojsko nasze widzieć życzył — okazanie go pozostawił Wojewodzie Ruskiemu. Oburzenie za znalezienie się to Cesarza w wojsku było ogromne i powszechne.
Ze strony niemców zaś, gdy zobaczyli iż Cesarz sobie z tych objantów wcale nic nie czynił i tak się z niemi obchodził, jakby im nic winien nie był — postępowanie się zmieniło zupełnie. Znać już nas nie chcieli.