Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ranny książe Croy, książe Saski posunęli się już, opanowawszy wąwozy — a nasza Usarja jeszcze się dopiero spuszczała z gór, tak że król Jan posłał żądając aby na nią poczekano mało, dopókiby z tych przepaści się nie wydobyła. Dopiero o jedenastéj godzinie jazdy nasze przezwyciężywszy wszystkie przeszkody, w szeregach zwartych stanęły — Cesarscy ich witali okrzykami.
Musieliśmy choć chwilę przystanąć aby koniom dać wytchnąć i ludziom, choć chleba kawałkiem się posilić. Król z Lotaryngskim i kilku książętami pod drzewem przypadł nieco, rozkazując podać jedzenie, które jako tako przygotowane było..
Tymczasem koło południa gorąco okrutne się zrobiło, — a we zbroi, w kaftanach, można sobie wystawić co się z ludźmi działo, z których każdy jeszcze oręża ciężar dźwigał na sobie. Ledwie przekąsiwszy król na konia siadł, ale już z paradą, z buńczukiem przed sobą, ze złotą tarczą który giermek wiózł za nim i począł z Lotarnygskim wojsko objeżdżać, do niemców po niemiecku, do innych po francuzku, po włosku przemawiając i zagrzewając do boju do wiary świętéj.
Turcy też mieli dosyć frysztu aby się przeciwko nam ustawić i przysposobić do walki, do któréj jednak pono zrazu wielkiéj wagi nie przywiązywali. Można powiedzieć że jeszcze o téj godzinie końca nikt ani przewidywał, ani się domyślał.
Dopieroż bój się krwawy zajął — wśród takiego przepaścistego stoku, około Neudorfu, że jazda z trudnością się przeciwko turkom utrzymać mogła. Nasza ussarja rzucała się impetem wielkim i rozbijała turków, ale się potem ani obrócić, ani chyżo ruszyć nie mogła, bo