Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ja niemogłem oczów od naszego pana odwrócić. Przez całą prawie mszę świętą z podniesionemi do góry rękami i oczyma modlił się tak gorąco, że mu w oczach łzy stały. Cały pewnie żywot od pierwszéj młodości przechodził mu przez myśl w tym momencie uroczystym, gdy się przed Bogiem tak maleńkim czynił...
I król i Lotaryngski i kilku ze starszyzny, z rąk świętobliwego Kapucyna przyjmowali Komunją świętą.
Zdaleka dochodzący huk dział, tentent jazdy ściągającéj się, chrzęst oręża i zbroi towarzyszyły temu obrzędowi.
Serce się ściskało pomyśliwszy iż jakby na śmierć się dysponowali...
Mówią, czegom ja nie słyszał, że O. Marek, sam o tem niewiedząc, gdy się odwrócił na — Ite missa est, zamiast tych wyrazów miał wróżyć zwycięztwo, ale król o tem nie wspominał.
Ledwie od ołtarza, potrzeba było na koń, tylko że w progu kaplicy podano wina kubek i kawałek chleba królowi i księciu, ale czasu brakło nawet na zakąskę...
Nasza Ussarja już się miała rozpocząć spuszczać w dół po spadzistéj górze, co przychodziło z niezmierną trudnością dla nierównego gruntu, kamieni, rowów, wyrw i dziur... w które konie zapadały. Porządek wstrzymać było niezmiernie trudno, tak że coraz to który z tych pięciu szeregów musiał stawać i czekać, aż opóźnieni podążyli i linja się wyrównała. Pospieszyć nie było sposobu, boby wszystko na łeb spadło bezładnie. Tymczasem Cesarscy już się w dolinie potykali i szło mi dobrze, bo winnice i pasieki dosyć obronie sprzyjały. Około godziny dziesiątéj pułki Lesle,