Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skich coś rachować musiał, bo się o nich ustawicznie dopytywał i posyłał swoich aby się o nich dowiadywali, kędy są — ale dotąd ich nie napytaliśmy.
Chodząc po obozie przez te dwa dni — gdzie znajomych miałem wielu, tyle o nim powiedzieć mogę, żem nigdy wojska nie widział więcéj łaknącego boju i pewniejszego siebie, jako to nasi byli.
W królu niezmierną ufność mieli wszyscy, o Hetmanach mowy nie było. On tu najwyższym wodzem i cudzoziemcy też — owi Elektorowie — książęta — Lotaryngski i inni na niego patrzyli.
Codziennie prawie widując go mogłem poświadczyć że dotąd nietylko się królowi nigdy kontr nie stawił nikt — ale w każdéj rzeczy o zdanie jego pytano i za nim szli — uznawszy to iż turków lepiéj znał i więcéj praktykował niż oni wszyscy.
Śmiejąc się pokazywał nasz pan bliznę pod Beresteczkiem otrzymanéj rany — mówiąc iż tędy mu do głowy znajomość strategij pogańskiéj weszła.
Gdy języka przyprowadzano — a tłumacza naszego nie było pod ręką, podziw zawsze wielki, że się król ofiarował z tatarami rozmawiać i expedite konwersował... W jeńcach też — gdy o królu się dowiadywali zaraz widać było jak tracili odwagę i pokornieli.
O ile z góry widzieć się dawało i rozeznać ów czarny Mustafa wcale się po pańsku rozgospodarował pod murami Wiednia — a same namioty jego i haremu służby — rzezańców — janczarów przy osobie zostających jak miasto wielkie wyglądały. Pomiędzy temi szkarłatnemi i złocistemi namioty z księżycami na wierzchach, na których blachy świeciły zieloności nasadzono, fontanny biły. Zdaje się że i sam Sułtan — gdyby