Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szedł na wojnę z większymby się splendorem wybrać nie mógł — wielkiego zaś wojskowego ruchu w obozie nie widać było, tylko u samych baszt i murów — pod które się podkopywali i wyłomy robili. Opieszale jakoś szturmowali, a nie równo — i chwilę spoczynku a modlitwy ich bardzo widoczne były.
Z miasta zaś ogień chociaż nie przestawał — ale mało się zdał skutecznym. Nocami z wież race ogniste puszczał Starenberg które pewnie książę Lotaryngski i król rozumieli co odznaczać miały, bo różne były i nierówno wytryskiwały, w przestankach, po kilka.
O tem też wiedzieliśmy że Janczara przebrany polak z Wiednia do obozów naszych i z powrotem do niego został wyprawiony. Słyszałem jak król powiadał że Starenberg nagli bardzo, ale pospieszyć nie podobna, taki nam zawód góra uczyniła...
Jesień nam już się welce czuć dawała.
Tu zapisać muszę pana naszego mądre znalezienie się przy wojsk przeglądzie, które okazywał książętom Lotaryńgskiemu i Saskiemu. Byłem przy tem gdy Hetman przyjechał, zafrasowany, iż część piechoty tak była odarta i nędznie przyodziana, że ją chyba z tyłu postawić należało, aby się przed obcemi nie wstydzić, za nią.
— Zwłaszcza — dodał — po saskiéj piechocie, która barwę ma jak z igły, i ślicznie się prezentuje, ani jéj pokazać możemy.
Król ramionami ruszył.
— Uchowaj Boże — zawołał... — nie kryjcie mi tego regimentu, owszem, występujcie śmiało, ja to wytłumaczę Lotaryńgskiemu jak należy...
Przyszła koléj na tę piechotę nieszczęśliwą, w któ-