Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przywiązanie do wiary świętéj katolickiéj działało też na umysły i serca, tak samo na króla jak na pospolitą rzeszę...
Jednego więc dnia całe to rusztowanie francuzkie tak mozolnie wznoszone — runęło, gdy Morsztyna Lubomirski musiał pod straż wziąć, a Podskarbi spokorniawszy, na zwłokę tylko rachując, o sześć miesięcy prosił, aby dowody niewinności swéj zebrać... Domagano się cyfry od niego, ale tę podskarbina, dowiedziawszy się o losie męża, zdarła i spaliła. Musiano więc słać do Francji domagając się jéj.
Francuzi Duwerne i Vitry, oba dotąd najpewniejsi zwycięztwa — choć wiedzieli że im się nic nie stanie — choć Duwerne opierał się rozkazowi wyjazdu i dumnie odpowiadał — musieli się przekonać, że sprawę na łeb przegrali.
Vitry, który dumą i szorstkością wszystkich przeciwko sobie zraził, nadrabiał swą ambasadorską powagą, ale i ta niepomogła...
Młody Tyszkiewicz mu pokazał, że się go tu nie bano, ani pana jego, Vitry stał w klasztorze u Bernadynów, strzelano do jego okien i do ludzi; on sam musiał z eskortą w ulicy się pokazywać tylko, a wkrótce i widać go nie było.
W Senacie wołano że ambasadorów stałych w Polsce nieznano i domagano się aby jechał precz, a inny z posłów krzyknął.
— Po turecku z nim się obejść, z tym przyjacielem turków, czterysta kijów w podeszwy... Co on nam tu się będzie rządzić?
Sejm tak nastrojony wszystko przyjął, czego król żądał — potwierdzono przymierze z Cesarzem... — wionął