Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Listy te mając w ręku, król zwołał radę panów Senatorów i kładnąc je przed niemi, domagał się sądu i kary...
Dowody były tak jawne i przekonywające iż tłumaczyć się stawało niepodobieństwem... Powołany przed Senatorów Morsztyn, stawił się zuchwale — przeczył ażeby działał na szkodę rzeczpospolitéj, klucza cyfry nie chciał dać... wywijał się... Niepomogło to, pozwano go przed sąd... W jednéj chwili listy te, które oprócz Podskarbiego mnóstwo osób kompromitowały — wywołały zmianę całkowitą w usposobieniach — ci co się dali uwieść Morsztynowi, wyparli się go, potępili, odstąpili.
Złość i gniew zwróciły się potem przeciwko Vitremu posłowi francuzkiemu, który się w ulicy pokazywać nie śmiał.
Król na winnych i wspólników Morsztyna musiał patrzeć przez szpary, i nie pociągać ich z nim razem. Morsztyn został z francuzami sam i potępiony...
Rozeszły się wiadomości, o spisku na życie króla — szlachta, wszyscy wielbiciele wojownika i bohatera podnieśli się w jego obronie za nim — gotowi iść gdzie wskaże!
Nie wszystko wyszło na jaw co naówczas skutecznie tak przechyliło szalę na stronę króla — alem ja słuchał i patrzał, i mogę sumiennie powiedzieć że w tem nie tyle było polityki co uczciwego oburzenia przeciw pokątnéj, tajemnéj zdradzie, którą każdy u nas uczciwy człek miał w ohydzie... ani nuncjusz ani poseł cesarski nie zrobili tyle co rozchodzące się wieści że francuzi struć lub z tronu króla zrzucić chcieli, że mu gotowano już napój jakiś... że nasadzano zabojców.