Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nicy łatwy przystęp mieli i przez nich wiedzieli co się u nas mówiło i działo.
Nie mogę ich o to wszystko obwiniać aby króla zdradzali, bo wielu z dobrą wiarą się wygadywali, nie wiedząc że to szkodzić mogło, ale i na tych nie zbywało, którym Vitry i Forbin i inni agenci dawali pensje... Pomiędzy kobietami królowéj też pewnie na ujętych przyjaciółkach francuzom nie zbywało. A jako dawniéj powiadano, że za Wazów, aż do Marji Ludwiki, przemagała u nas na dworze niemczyzna, tak Michała wyjąwszy — z królową francuzką, a potem z naszą margrabianką tak się francusczyzna rozwielmożniła iż prawie ją tylko słychać było na dworze.
Królowa Sobieska, wprawdzie od młodych lat mieszkając w Peszcie, języka się mimowoli nauczyła, ale nim mówiła bardzo źle, a pisała jeszcze gorzéj, jeżeli parę słów czasem nakreślić była zmuszoną. Z mężem, z dziećmi, z ojcem, z bratem — siostrą, szwagrami, z całą służbą rozmawiała po francuzku tylko. Około króla było dworzan i służby polaków kilku, około królowéj nie wiem jeżeli kto oprócz Szumowskiéj jednéj. Faworyty obie Federba i Letreu francuzki były, dziewczęta przeważnie też, lokaje nie mniéj. Dopiero zstępując niżéj coraz, przy kredensie i koniach polaków znaleźć było można.
Z powodu Margrabiego Ojca, brata, siostra królowéj, gdy ci do stołu siadali, albo w towarzystwie się znajdowali, francusczyzna w salonie panowała, król też książki francuzkie przeważnie czytywał, albo łacińskie, polskich, oprócz panegiryków mało było i to tak szpetnie drukowanych, że ich do ręki wziąć było trudno. Nie razem biblioteki oglądając dawne i książ-