Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


osobisty skarbczyk. Były to jego kieszonkowe pieniądze, o których ani królowa ni też nikt nie wiedział, ani zkąd przychodziły ni gdzie się obracały. Podskarbi prowadził wielkie rachunki, jam miał w zawiadywaniu woreczek królewski, ażeby zaś stosunek ten cokolwiek pokryć, dał mi król nadzór nad swojemi kosztownościami, których choć niewiele używał, ale ich dosyć było — po Daniłowiczach, Żółkiewskich, po pradziadach.
Już naówczas samych szabel w złoto oprawnych miałem na regestrze kilkanaście — (z których jedną najulubieńszą — król sankami jadąc zgubił w tym roku) — drugie tyle było siodeł, rzędów, czubów, zbroi szmelcowanych, spinek pod szyję, pasów, łańcuchów i różnego srebra.
Nigdy nie wychodził król bez sakiewki, w któréj jednym końcu złoto miał, a w drugim srebro, bo zawwsze złotem rzucać nie lubił — choć jałmużnę chętnie dawał i nigdy ubogiemu odejść bez niéj nie dopuścił.
Trafiało się bardzo często że kilkadziesiąt dukatów wziąwszy z sobą, powracał wieczorem i oddawał mi śmiejąc się sakiewkę próżną, a gdym pytał co mam wpisać, po namyśle najczęściéj, na rachunek ogrodowy to wpisywać kazał.
W istocie dla ogrodników hojnym był, ale też i dla innych podupadłych szlachty, petentów, których zawsze było mnóstwo, umiał być szczodrym — szczególniéj gdy do rodzin mu znanych należeli. Skąpym ani chciwym nigdy nie był, choć rozrzucić nie lubił.
Tu też może słowo powiedzieć nie zawadzi o francuzach na dworze u nas — około których teraz musiała być oględność wielka, bo do nich Vitry i jego pomoc-