Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ki widząc dawniéj u nas drukowane w Krakowie, w Gdańsku, nawet po mało znanych miastach, dziwić się musiał temu że u nas i papieru dobrego nie stało i drukować nie umieli. Dla króla gdy panegiryk wydrukowano, to się już zmogli na papier ludzki, ale toż samo dla pospolitych ludzi, gorzéj niż na bibule odbijano, a królewskie konterfekty jak od siekiery wyrąbane wyglądały.
Ale to naówczas nikogo nie obchodziło, bo kto się o polską książkę troszczył, a kto jéj był żądny??
Wracając do francuzów, właśnie naonczas gdy królestwo oboje najgorzéj byli z Francją, gdy Vitry się wściekał nic dokazać niemogąc, powszechnie nienawidzony — francuzów na dworze, po miastach, przy magnatach, w wojsku naszem było mnóztwo. Inżenierowie niemal wszyscy byli z Francji posprowadzani. Przy królu pisarze, sekretarze, lokaj i felczer razem Dumoulin, Lafore służący — niezliczyć ilu francuzów.
Można pojąć jak nam tu było cokolwiek przed posłem i agentami francuzów ukryć. Czego mężczyzni nie wygadali, wypaplały kobiety... W Warszawie, we Lwowie sklepów i kupców z Francji moc było, jak niegdyś w Krakowie włochów.
Myśmy się wszyscy prawie po niewoli czy po woli musieli nauczyć języka tego, choć kto mówił źle, rozumiał go dobrze. Jak na przekorę ta cała francuszczyzna teraz, z królową razem stała przeciwko Francji i jéj królowi, ale Vitry i Morsztyn, z całym zastępem swoich jawnych i skrytych pomocników, zakupionych, gotowali się bodaj Sobieskiego z tronu strącić, a do przymierza z Austrją przeciw turkom nie dopuścić.