Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Letreu przybiega przed obiadem do jadalnego pokoju i daje mi znaki.
— Co waćpan najlepszego robisz? powiada odprowadziwszy na stronę. Jak można było Boncourowéj dać się namówić do wystąpienia w jéj obronie, przeciwko mężowi? Gdzież to kto widział! Że ona rozumu niema i mogła tego zażądać, — nie dziwuję się, ale żeś wpan dał się namówić?.
A wiesz o co to idzie? Felicja przed przyjaciółkami powiada iż doprowadzi do tego abyście pojedynkowali się i żebyś Boncoura zabił.
Dla tego was wybrała — że najpewniejszą jest iż dokażesz czego ona chce.
Sama się z tym nosi iż na życie jego godzi.
Byłem skonfundowany nie wypowiedzianie, a bolało najwięcéj to, że owo ucieczenie się do mnie Felisi wziąłem za dowód jéj serca — gdy tymczasem była to prosta rachuba — bo chciała ze mnie kata uczynić.
Nie mówiłem nic o tem Szaniawskiemu — bo mi wstyd było słabości — ale się dowiedział i dopieroż wpadł na mnie, a gorzéj jeszcze na Boncourowę.
— Nie warta jest tego aby dla niéj poczciwy człowiek życie ważył, przewrotna, płocha i wszystkich gotowa poświęcić dla siebie.
Nie mogłem się już tłumaczyć nawet, czując żem zbłądził. Nie pozostawało mi nic tylko się w kąt zaszyć i milczeć. Król zaś z miarkowawszy moje położenie wyprawił mnie do Warszawy z pismami do Senatorów, którzy tam podówczas byli, kazał mi tam aż do sejmu pozostać.
Co się czasu tego sejmu działo, nie umiem opowie-