Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzieć bom zdala i ze słuchu tylko mógł wnosić o okrutnem poburzeniu umysłów, jakie panowało z powodu fakcji francuzkiéj, i intryg Vitrego...
Między Pacami a Sapiehami przychodziło do tego że wśród sejmu szabel dobywali... Król chciał koniecznie poboru i wojska dla odzyskania Kamieńca, a całe sejmowanie upłynęło na godzeniu zwaśnionych, na zasadzkach, potyczkach służby, pojedynkach i krwi rozlewie...
Nie było dnia, nie było nocy ażeby z jednéj lub drugiéj strony trupów kilka nie padło, które do Wisły rzucano. W ulicach byle się spotkały czeladzie nieprzyjaźne, wnet się rwały do szabel, a nie było sposobu karać, bo obie strony równie zawiniły. Francuzka fakcja, Forbin i Vitry tak się krzątali, płacili, podkurzali, że w końcu sejm zerwali, aż król niemal płakał...
Nie uchwalono nic aby go bezbronnym uczynić i niedopuścić do wypowiedzenia wojny Turkom.
Gdy już termin nadchodził i o głosowanie szło, umyślnie zwlekano do nocy, aby czasu nie stało do uchwały... Wiadomo, że prawo przy świecach nie dopuszcza sejmować.
Chciał król, szanując je, poradzić sobie, w sąsiednich salach światła kazawszy zapalić a drzwi pootwierać, aby sejmującym widno było..., ale spisek był na zerwanie. Zaprotestował naprzód Przyjemski, któremu ofiarowano znaczną summę aby odstąpił — ale niechciał, i wyszedł, poparł go poseł Dubrowski i tak wszystko spełzło na niczem... a gdy mówię, że król płakał, to nic a nic nie przesadzam.
Słyszałem go z Matczyńskim chodzącego i powta-