Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


być nie może — ani on o nim słyszeć chce. Potem ofiarował stoczyć bitwę, byle turcy za Strumień ustąpili i plac mu dali.., naostatek Seraskier zmiękł — i pokój został zawarty; w tych warunkach, w jakich myśmy się znajdowali, nie do wiary. Wszystko zaś to winniśmy byli tylko Sobieskiemu, jego męztwu i téj znajomości tureckiego charakteru, jaką on miał.
Powiadano potem, że Seraskier się dał podarkami ująć, a choćby i tak było, o czem wątpię, sztuką było do tego przyprowadzić taką siłę przemagającą, ażeby pokój, ze wszech miar dla nas chlubny i korzystny, Porta zawrzeć była zmuszoną z garścią ludzi opasaną do koła.
Sławiono, prawda, Sobieskiego ze wszystkich jego wojennych czynów, ale kto na niego patrzył zblizka, temu się zdaje, że go jeszcze nie dosyć szacowano. On musiał i męztwem i rozumem iść przeciwko wszystkim... a naostatek i z szablą naprzód, aby dać przykład. Tego co on przewidywał nigdy nikt nie widział wprzódy, a jemu jakby było objawione z góry.
O sobie, czasu téj wyprawy pod Żórawną wiele do powiedzenia nie mam.
Było to moje pierwsze pole, gdziem prochu wąchał i kule świszczące słyszał, a niebezpieczeństwo widział codzień utraty życia albo wolności.
Śmierć lub tatarska niewola. Gdyby się człowiek bił, łatwiejby te czarne myśli znosić przyszło, ale stać i patrzeć a medytować o łykach... nie najmilsza to rzecz.
Nasłuchaliśmy się też z Morawcem wszelakich przypuszczeń, bo niektórzy już pęta i śmierć widzieli nieuniknione, a było takich dużo.