Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/393

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

, ani kołpaka z kitą i osadą bogatą, ani szabli złocistej, koniowi rzędu kapiącego od złota.
Koń też pod nim był turek, szedł jak z partesów z szyją wyciągniętą, nogami gdyby do tańca przebierając. Niesiono przed nim buńczuk, a buława, którą trzymał na ramieniu, cała rubinami, jak kroplami krwi świeciła.
Tuż kolebka szła, z której twarz pięknej Marysieńki, z bratem swym, kawalerem d’Arquien, jadącej, wyglądała wielce wdzięczna i uśmiechnięta. A jakże nią nie miała być dnia tego, gdy najodleglejsze ziemie Rzeczypospolitej przez posłów swych przychodziły zbawcy dziękować!
Widok to był zaprawdę wspaniały, a dziwny tem, że wśród żałoby, po królu zapomnianej, obudził taką radość. Prowadzono tedy jakby w triumfie Sobieskiego, który zdawał się owo zbiegowisko przyjmować wcale ani zeń dumny, ani zdziwiony.
Zbliżyć się w tej chwili do pana hetmana nie było sposobu, tak że Pełka i myśli tej nie miał. Tej tylko pociechy dostąpił, że mu Sobieski się uśmiechnął zdala, głową kiwnąwszy, a stojąca w kolebce pani pisarzowa do drzwiczek jej go przywołała.
Skoczył tedy co rychlej ku niej.
A była tego dnia wypiękniona i strojna, bo chciała swym zwyczajem, aby oczy na siebie zwróciła. I nie brakło jej wielbicieli a ciekawych, dopytujących się, coby za jedna była? Pan pisarz, mąż jej, wreszcie z innymi konno musiał wystąpić dla powitania hetmana, tak że w kolebce sama była piękna Jadwiga. Nie mogła się też powstydzić Pełki, jako asystenta, bo się na ten dzień przystroił jak mógł i umiał najpiękniej, przewidując, iż się swej pani pokaże.
Zbroję więc wdział od parady złocistą łuskową, koszulę najcieńszą, misiurkę najśliczniejszej roboty z piórem, a szabla, a siodło, a czaprak i hetmanowiby przystały.