Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/392

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Cóż, kiedy mi w życiu żadna nie podobała się krom niej a gdy o niej myślę, drżę cały!
    Do północy tak przewracając się, stękając, ważąc, co robić, oka zmrużyć nie mógł... Nazajutrz, gdy wstał zaledwie, Rożański z drugiej izby wpadł, oznajmując, że hetman albo już przybył, lub tego jeszcze dnia będzie.
    Zatem co najśpieszniej na konie obaj siedli, śpiesząc przeciwko triumfatorowi. A tu się też całe miasto sypało, aby go widzieć i witać. Hetmanowa dniem wprzódy wyjechała była na spotkanie.
    Właśnie na trakt się dostali wśród ogromnej ciżby, zalegającej ulice, rycerstwa konnego, kolebek, pieszego mieszczaństwa, ludu wreszcie mnogiego okrywającego nawet dachy domostw... gdy we dzwony uderzono i moździerze... Magistrat i mieszczaństwo, cechy z chorągwiami, duchowieństwo, wszystko się sypało przeciwko hetmanowi, ciekawe oglądać go i z serca pragnące zawołać: „Vivat redemptor noster!“ Już naówczas hetmański dwór z królewskim mógł iść o lepszą, i choć z wojny jechał Sobieski, miał z sobą dosyć ludzi i koni, i taboru, by wystąpić jak na pierwszego Rzeczypospolitej dygnitarza przystało... Było tam więc na co patrzeć, na dworzan, czeladź w barwie, pacholików, hajduków, masztalerzy, konie powodne pod dywdykami, wozy ładowne, kolebki i rycerstwo otaczające. Sobieski był naówczas w samej jeszcze sile wieku, nim mu później przybyła otyłość w ciele postaci odjęła, dorodnej postawy, budowy silnej, piersi szerokich, twarzy pełnej, rysów regularnych i pięknych, oblicza jakby śmiejącego się i powagą, a zarazem dobrocią i prostotą tchnącego.
    Nie był też pan hetman na strój obojętny, i ubrać się umiał wspaniale a smakownie i bogato. I nie poskąpił tego dnia aksamitnej delji z sobolami, spiętej klamrą drogiemi kamieniami sadzo-