Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/370

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

miał dobić... Hetman wolał wojnę nieszczęśliwą i ofiarę rycerstwa a krwi, niż owo poddaństwo niewiernym, i śpieszył aby się pomścić sromoty, nimby nadeszła. Ale w wojsku nie wszyscy tak myśleli, a potęga turecka trwożyła wielu. Na wojennej radzie odezwał się hetman ze słowem, które przeważyło:
— Czyja łaska za mną, pójdziemy choćby ginąć; czyja wola do domu, z Panem Bogiem... my pójdziemy na tureckich trupach położyć głowy...
Zrodziły się też między Pacem a Sobieskim spory; bo koronni, przodem idąc, kraj ugładzali, tamtym zostawały pustki i wymiecione śpichlerze... Załatano i to przecież i, przeszedłszy Dniestr, cała siła weszła na Bukowinę... Tu sprawdziły się przepowiednie hetmana: zajechał im drogę aga ze Stambułu do króla z listami wyprawiony, który się o haracz miał upomnieć... Chciał go hetman zatrzymać i okutego wieść z sobą, ale ostrożność puścić kazała...
Tak ponad Prutem jakiś czas się ciągnąc, podeszli pod twierdzę chocimską. Dobrą wróżbą dla hetmana było wspomnienie ojca i pierwszej owej wojny chocimskiej... Gdy na prawym brzegu Dniestru pokazało się nędzne owo miasteczko i śpiczaste wieże a mury twierdzy... całe rycerstwo jakby jeden człowiek je powitało... Serca urosły... Położono się obozem na widoku zameczku... Listopad był, czas mroźny, pora śnieżysta, żywności skąpo... a Sobieskiemu laurów ojcowskich się chciało... postanowił zdobyć Chocim...
Pac się sprzeciwił na radzie...
Była już późna godzina w noc, gdy dworzanin hetmana począł szukać Pełki, w obozie się rozbijając, i ledwie go znalazłszy, z sobą do Sobieskiego prosił. Koniom jeszcze obroków nie miano czasu zasypać, a Pełka zbroi z siebie nie zdjął i dopiero mu Gabryk rzemienie odpinał, gdy Gałka, pokojowiec Sobieskiego, wpadł pod