Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/371

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    szałas z gałęzi narzucony, domagając się Pełki, aby go wziąć z sobą.
    Nie było co rozmyślać, bo powinność żołnierska posłuszeństwo. Właśnie o owej chocimskiej rozprawiali z Kryszkowskim, gdy się Gałka ukazał. Kazał pan Medard na nowo rzemienie pospinać i ruszył, nie zwlekając... Hetmański namiot był już rozbity, choć on tam pod nim mało mieszkał, by rycerstwu serca dodając, ciągle z niem potrzeba było być, a nie tulić się od szarugi za płótno... Lecz tylko co się narada kończyła i Pac wyszedł był konia dosiąść... a hetman jeszcze po namiocie się błąkał, trąc czoło i wąsa kręcąc, — gdy Pełka stanął u wnijścia i powitał wodza.
    Żywo zbliżył się ku niemu Sobieski, uderzając po ramieniu...
    — Bóg zapłać, żeście mi się tak rychło zjawili — pójdźcie bliżej waszmość, bobym nierad, aby nasza rozmowa uszu ciekawych doszła, a jest tu ich nad potrzebę...
    Na twarzy hetmana nie frasunek lub niepokój, jak przed bitwą, ale się jakby radość malowała i spokój wielki...
    Zatarł ręce.
    — Mówiliście mi waszmość niegdyś, żeście u króla jmości mieli dosyć zachowania i że mu dobrze życzycie...
    — O pierwszem nie wiem, bo to nie moja rzecz sądzić, a drugiego się nie wypieram — rzekł Pełka.
    — Powiem wam więc rzecz smutną — odezwał się hetman... — Gdyśmy się pod Glinianami rozstawali, pytałem doktora o chorobę: zeznał mi, iż wrzód ma we wnętrznościach i że chyba cud mu zachować może życie... Dosyć mu je ludzie zatruli a losy... Nie byłem jego partyzantem, — dodał — aliści dziś, gdy pod Wszechmocną ręką Boską pada... żal mi serce uciska...
    Zamilkł... i ciągnął dalej, zbliżywszy się do Pełki.