Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sny przymuszonych, kwaśno, niechętnie, z obawą i wstrętem, ale nie tak go daje prawdziwa litość, a my nie tyle grosza co serca po swoich żądamy.
Dawaliście grosz czasem, serca nigdy.
Po te jałmużny potrzeba było iść od drzwi do drzwi, ze sromem na czole, z bolem w sercu i znosić odmowy, wykrzywiania, często prawie obelgi... A gorzki to był ten grosz biednych wyżebrany przekonaniem, że nieszczęście zamiast nas lepszymi uczynić, zrobiło gorszymi niż byliśmy...
Krwawiej też niż niedostatek bolał nas chłód i pogarda...
Widząc nas tak obojętnymi dla braci, niższa policya naturalnie mogła sobie pozwolić co chciała... Wszakże to ta hałastra źle odziana, blada i głodna... to byli tylko jacyś rewolucyoniści!! Uśmiechnięty