Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dadzą się może nieprawdopodobnemi.
Nie jednego nieszczęśliwego, który poszedł pomodlić się do kościoła, dla tego, że nie miał karty, że śmiał się ukrywać, pochwyciła zasadzka regularnie robiona przez uśmiechniętego — u drzwi kościelnych!!
Tem imieniem Polaka poniewierano, rzucano wzgardliwie, a ci co je noszą okrywając sobolami nie ujęli się za krzywdę mu uczynioną.
Oto są grzechy żywota w Dreznie. Mniejsza czy tam kto tańcował z młodzieży wśród żałoby ogólnej, przebaczyć można lekkomyślności, nigdy zakamieniałości serca.
Odpowiedzą mi na to, dawaliśmy, dawali nieustannie, wyciągano od nas jałmużny, dzieliliśmy się groszem... Przyznaję to, dawało wielu ten grosz nieszczę-